Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Wrocław
Chłopcy z fotografii

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Co czuje dwunastolatek widząc swoją książkę na półkach księgarni? Skąd u niego zainteresowanie bronią, wojną i historią Festung Breslau? O trudach procesu twórczego i tajemniczym zdjęciu rozmawiamy z Adamem Seredyńskim, autorem wydanej własnie powieści „Przyjaciele z Breslau”.

Okładkę Twojej książki zdobi czarno - biała fotografia. Patrzy z niej na nas czterech kilkunastoletnich chłopców. Za nimi widać zrujnowane miasto i falę uchodźców. To zdjęcie ma dla Ciebie szczególne znaczenie...

To prawda, fotografia stała się dla mnie niezwykłą, wręcz magiczną „pomocą”. Natknąłem się na nią przypadkowo, przeszukując zasoby Internetu. Od razu wiedziałem, że to są właśnie moi bohaterowie. Każdemu z nich nadałem imię: Heinz, Horst, Andrzej, Natan. Umieściłem zdjęcie jako tapetę na ekranie komputera i tak nawiązała się między nami niezwykła, głęboka więź. To moi prawdziwi przyjaciele z Breslau! Dzisiaj to zdjęcie zdobi okładkę powieści.

Zanim jednak pojawiła się powieść, zdobywałeś doświadczenie w innych gatunkach literackich. Twoja przygoda z pisaniem trwa już kilka lat. Jakie były jej początki?

Najpierw pisałem do szuflady. To były różne rzeczy - takie „bazgrołki”. Jakieś wierszyki, rymowanki, krótkie opowiadanka, humoreski. Do pisania zachęcał mnie tato. Potem, w piątej klasie zacząłem wysyłać swoje teksty na konkursy literackie. Już w pierwszym, był to konkurs w Warszawie, ku mojemu zaskoczeniu, zostałem laureatem i bardzo mnie to wciągnęło.

A jak pisanie „do szuflady” zamieniło się w przygotowywanie powieści? To duży krok naprzód...

Na jeden z konkursów literackich wysłałem opowiadanie o dwóch chłopcach: Polaku i Niemcu, którzy mieszkają we Wrocławiu w 1944 roku i są przyjaciółmi pomimo przynależności do dwóch wrogich narodów. To był zalążek książki. Było tego niewiele - tylko osiemnaście stron, ale już wtedy wiedziałem, że muszę to kiedyś rozwinąć. I że powieść będzie nosiła tytuł „Przyjaciele z Breslau”. Na początku były tylko luźne szkice, wypisywanie imion, nazwisk bohaterów, nazw ulic, placów, mostów, dat, układanie całej „intrygi”. Potem wszystko zaczęło się rozrastać. Zarówno poprzez dialogi, jak i opisy miasta, architektury, pojazdów…

Kiedy znajdowałeś czas na pisanie? Korzystałeś z okazji na nudnych lekcjach?

Powieść pisałem jedenaście miesięcy. Na lekcjach niestety się nie dało (śmiech). Pozostały popołudnia, wieczory, weekendy, ferie. Nie ukrywam, że również wakacje. Nie żałuję jednak ani jednej minuty poświeconej na pisanie.

Książka porusza wiele problemów. Jest w niej przyjaźń, pierwsze zauroczenie, przygoda - to pewnie znasz z własnego doświadczenia. Ale są też sprawy tak poważne jak wojna czy dyskryminacja. Skąd u dwunastolatka zainteresowanie tak trudnymi zagadnieniami?

Czytając książki o II wojnie światowej zetknąłem się i z kampaniami wojennymi, opisami bitew, ale i również z takimi pojęciami jak na przykład holocaust. Myślę, że w mojej książce wojna nie jest aż tak bardzo widoczna (no może oprócz aresztowania żydowskiej rodziny). Moi bohaterowie starają się żyć normalnie. Pomaga im w tym niewątpliwie optymizm, poczucie humoru.

W książce pojawiają się bardzo szczegółowe opisy dawnej topografii Wrocławia, sprzętu wojskowego czy żydowskich obrzędów religijnych. W jaki sposób zdobywałeś potrzebną wiedzę? Do jakich książek zaglądałeś?

Przede wszystkim jestem fanem historii i miłośnikiem Wrocławia. Kopalnią wiedzy o naszym mieście okazał się „Mikrokosmos” Normana Daviesa. Zawsze pasjonowała mnie broń strzelecka i pojazdy wojskowe. Pomocna okazała się także beletrystyka Wiktora Suworowa. Przede wszystkim zaś przepadam za filmami o wojnie. Moje ulubione to „Wróg u bram”, „Szeregowiec Ryan”, „Za linią wroga”. Z wersji komediowych najlepsze jest chyba „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”. Już po złożeniu książki w drukarni, po wykonaniu morderczej korekty (tydzień nie było mnie w szkole) byłem na genialnych „Bękartach wojny” Quentina Tarantino.

Komu najbardziej spodobają się „ Przyjaciele z Breslau”?

Myślę, że zarówno osobom interesującym się Wrocławiem, jak i czytelnikom, którzy cenią przygody, zagadki, nieoczekiwane zwroty akcji. To książka dla młodzieży. Dla chłopaków, bo jest w niej sporo o motoryzacji, uzbrojeniu, ale również i dla dziewczyn, gdyż pojawia się wątek romansowy, a jest również i przepis na ciasto z owocami.

Czy w którymś z bohaterów można odnaleźć cechy Adama Seredyńskiego? Czy w książce są aluzje do Twojego życia? Masz wokół siebie takich przyjaciół jak Andrzej, Heinz i Natan?

Nie ukrywam, że Andrzej Zakrzewski jest w pewien sposób do mnie podobny. Lubi czytać książki, interesuje się historią, pisze wiersze. Natomiast Heinz i Natan to bohaterowie całkowicie fikcyjni. Siebie tak naprawdę sportretowałem w jednym z epizodów, w scenie, w której siedzę na tarasie domu i czytam „Tomka Sawyera”. Oczywiście w „realu” posiadam świetnych przyjaciół, z którymi spędzam sporo wolnego czasu. Wierzę, że nie opuściliby mnie oni w potrzebie, podobnie jak jest to w książce.

Czy zaplanowałeś wszystko przed rozpoczęciem pisania, czy historia powstawała spontanicznie? W jaki sposób przychodziły Ci do głowy pomysły na kolejne przygody i wątki (np. „tajemnica szkatułki”)?

„Tajemnica szkatułki” pojawiła się w zasadzie już na początku pisania. Bez niej nie byłoby chyba książki. Tak sądzę. W trakcie pisania, pomijając oczywiście głównych bohaterów, zaczęły pojawiać się nowe osoby, nowe sceny. Przyznam, że do ostatnich chwil zbierałem informacje o Breslau sprzed 65 lat.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze w przygotowywaniu książki? Zdarzały się chwile artystycznej niemocy?

Prawdziwym wyzwaniem było panowanie nad kolejnością wydarzeń, nad przeplatającymi się wątkami, które musiały przecież przeciąć się w kulminacyjnym punkcie powieści. Pracy przysporzyło mi też odszukanie niemieckich, oryginalnych nazw ulic, placów, mostów, dworców kolejowych.

Z tak zwanym natchnieniem raczej kłopotów nie było. Czasami weny było aż w nadmiarze i musiałem z bólem rezygnować z niektórych pomysłów. Jednak, gdy miałem tak już trzy czwarte powieści, nagle dopadł mnie jakiś kryzys. Czytałem gdzieś, że maratończycy tak mają. Pomyślałem: chyba jednak nie skończę tej książki. Zacząłem się zastanawiać, czy nie odłożyć jej i może wrócić do pisania w gimnazjum, może w liceum. Zacisnąłem jednak zęby i… udało się!

Co czuje 12-latek, widząc w księgarni książkę swojego autorstwa?

Prawdę mówiąc - wielką radość. Ale i zdumienie. Coś w rodzaju lekkiego szoku.

Czy teraz planujesz rzucić szkołę i zająć się pisaniem? Jakie są Twoje plany?

Z tą szkołą to niezły pomysł! Może skorzystam (śmiech). Nie ukrywam, że moim marzeniem jest rzeczywiście zostać pisarzem. Trudno jednak o tym samemu decydować, zwłaszcza gdy ma się dwanaście lat. Pisanie jednak mnie wciągnęło. Teraz piszę drugą cześć. Akcja mojej nowej powieści nie rozgrywa się jednak we Wrocławiu, ale w… leśniczówce, w małej wioseczce na Dolnym Śląsku. Główną zaś bohaterką jest.. Henrietta, siostrzenica wuja Sebastiana oraz jej nowi przyjaciele. Jeśli utrzymam dotychczasowe „tempo pisania”, książka ukaże się drukiem w lutym 2010 roku.

Dziękuję za rozmowę.


Kornelia Trytko



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Wtorek 26 maja 2020
Imieniny
Eweliny, Jana, Pawła

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl