Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Wrocław
Imiela przed sądem: Zniszczyli mi zdrowie

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Mam wstawiony tytanowy oczodół, widzę podwójnie, mam niedowład twarzy – opowiadał dziś przed sądem Konrad Imiela. Rozpoczął się proces bandytów, którzy dla komórki i kilku groszy skatowali znanego aktora i dyrektora wrocławskiego Teatru Capitol.

- Przepraszam, przepraszam z całego serca – mówił stojąc w ławie oskarżonych Michał M. Chwilę później te same słowa powtarzał Tomasz P. Oboje oskarżeni są o napad na Konrada Imielę i jego kolegę. Podczas przeprosin Imiela patrzył im głęboko w oczy, ani razu nie mrugnął. Z kamienną twarzą wsłuchiwał się w słowa swoich oprawców, a ci po kolei recytowali grzecznościowe formułki wyuczone przed procesem. - Czy przyjmuje pan przeprosiny? – pytała sędzina.

- Przeprosiny oskarżonych... – rozpoczął Imiela, ale przerwał na dłuższą chwile, jakby musiał się zastanowić. Kontynuował dopiero po kilkunastu sekundach. - ...przyjmuje, ale mam nadzieję, że oskarżeni wiedzą, iż to zdarzenie w sposób trwały wpłynęło na mój stosunek do świata – mówił aktor.

Oskarżeni Michał M. (20 l.) i Tomasz P. (23 l.) z całych sił starali się pokazać swoją skruchę, zarówno minami, jak i zachowaniem na sądowej sali. Jednak widać było, że Imiela na aktorskie sztuczki nabrać się nie daje. Michał M. kajał się kilkukrotnie, podkreślając swój żal. Tomasz P., ubrany w czerwono-czarną dresową bluzę nawet nie przejął się swoją rolą recytując przeprosinową formułkę dosłownie w sekundę. I widać było, że cała sprawa najbardziej poruszyła matkę jednego z oskarżonych, która szlochała siedząc w sądowej ławie.

Konrad Imiela, aktor i szef wrocławskiego Teatru Kapitol i jego przyjaciel zostali zaatakowani przez bandytów w nocy z 20 na 21 czerwca 2010 roku, gdy wracali z pubu. - Łukasz szedł pierwszy, rozmawiając przez telefon. Było około pierwszej w nocy, gdy dotarliśmy do ulicy Kościuszki. Wtedy zauważyłem kilku mężczyzn szybko biegnących w moją stronę – przypominał sobie przed sądem Imiela. - Chwile później zostałem powalony na ziemię i zażądano oddania wszystkich wartościowych przedmiotów. Gdy oddałem portfel i telefon komórkowy zaczęto mnie kopać po głowie i twarzy. Zaraz potem straciłem przytomność. Pamiętam jak Łukasz mnie cucił i podnosił. Dotarliśmy do mnie do domu, tam żona, albo teściowa zadzwoniły po karetkę i policję – opowiada dyrektor. Tu zaczęła się opowieść Imieli o wędrówce przez kolejne szpitalne oddziały. Zapis obrażeń, jakich doznał po spotkaniu bandytów zajmuje w akcie oskarżenia niemal całą stronę.

- Trafiłem na chirurgię szczękowo-twarzową przy ul. Borowskiej, byłem też szyty na okulistyce. Doznałem bardzo poważnych obrażeń prawej części twarzy – opowiadał Imiela a jego oprawcy słuchali wpatrując się to w ścianę, to w podłogę. Na twarzach nie widać było żadnych emocji. - Miałem złamaną szczękę, kość jarzmową, zupełnie połamany prawy oczodół. Do dziś jestem pod obserwacją dwóch szpitalnych oddziałów. Mam problemy z widzeniem, ponieważ po operacji wstawienia tytanowego oczodołu okazało się, że jeden z mięśni tkanki ocznej jest uszkodzony. Teraz w niektórych płaszczyznach widzę podwójnie. Tak się dzieje ze wszystkim co znajduje się poniżej linii wzroku. Mam problemy z czytaniem, pisaniem czy chodzeniem po schodach. Wciąż mam niedowład mięśni prawej powieki co skutkuje asymetrią twarzy a przecież w moim zawodzie aktora twarz ma kolosalne znaczenie. Nie wiem czy ta wada jest do usunięcia – opowiadał Konrad Imiela.

Podczas napadu aktor oprócz zdrowia, portfela i telefonu stracił też łańcuszek z krzyżykiem. - Uznałem go za bezużyteczny i wyrzuciłem, chyba do studzienki kanalizacyjnej – zeznawał w prokuraturze Tomasz P. - To stary krzyż misyjny, wart co najmniej pięćset dolarów – przekonywał dziś aktor.

Choć dziś przed sądem bandyci nie chcieli odpowiadać na pytania, przyznali się jedynie do winy. Sędzina przeczytała ich zeznania z prokuratury. - Koło dworca PKS na automatach spotkałem Łysego i Starego, chcieliśmy iść do dyskoteki – wyjaśniał śledczym Tomasz P. - Na skrzyżowaniu przy Kołłątaja zobaczyliśmy dwóch mężczyzn, chyba byli pijani. Podbiegłem do tego z łańcuszkiem i uderzyłem pięścią w twarz, przytrzymałem przy ziemi i zerwałem łańcuszek. Ktoś potem go kopnął w twarz, ale to nie było potrzebne, bo już był obrabowany – zeznawał bandyta. Sam Imiela mówił o odciśniętym bieżniku buta pod prawym okiem. - Pobiegliśmy na pobliskie podwórko, tam sprawdziliśmy portfele. Potem w pobliskim salonie gier sprzedaliśmy jeden z telefonów i podzieliliśmy się łupem, po 100 zł. Nie planowałem tego napadu, ale jakoś tak wyszło – mówił Tomasz P. - Oceniam swoje zachowanie jako wielką głupotę – przekonywał bandyta.

Konrad Imiela stracił zdrowie i kilka wartościowych przedmiotów. Ale to nie wszystko. - Jak psychicznie odczuł pan to zdarzenie? – dopytywała sędzina.

- Wrocław jest moim ukochanym miastem i zawsze byłem przekonany, że to bezpieczne miejsce. Z tym przekonaniem zamieszkałem, dość prowokacyjnie, w okolicach tzw. wrocławskiego trójkąta bermudzkiego. Byłem pewien, że jestem bezpieczny, ale już wiem, że tak nie było. Dziś bezpiecznie się już nie czuję – tłumaczył aktor.

Po napadzie, gdy sprawcy przyznali się do winy w prokuraturze, Michał M. wysłał za pośrednictwem prokuratora do Imieli list z przeprosinami.- Spytałem czy to jego jednorazowy wyczyn. Okazało się, że nie. W takim przypadku przeprosiny są warte mniej. Nie odpowiedziałem na list – wyjaśnił Imiela.

Tomasz P. W czerwcu ubiegłego roku był na zwolnieniu warunkowym. Michał M. Wraz z kolegami napadł na dwóch studentów przy Wzgórzu Partyzantów. Dziś także zeznawali poszkodowani podczas tamtej napaści. - Widziałem ich, jak koło Galerii Dominikańskiej psikali gazem gołębie. Potem używając gazu rzucili się na nas – opowiadał pokrzywdzony.

Tomasz P. I Michał M. są tymczasowo aresztowani. Grozi im do 15 lat więzienia.


Paf



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl

Twój afisz
na grupie Otomedia.pl
zadzwoń: 512 745 851
e-mail: reklama@otomedia.pl
Znajdź wydarzenie
na naszym afiszu
Twój afisz
na grupie Otomedia.pl
zadzwoń: 512 745 851
e-mail: reklama@otomedia.pl
 
Dzisiaj
Czwartek 2 kwietnia 2020
Imieniny
Franciszka, Malwiny, Władysława

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl